Śląskie Trendy

Zanim pojazd wyjedzie na drogę…

Od chwili, w której projektant zasiądzie przed komputerem, do czasu pojawienia się pojazdu na drogach mija kilka lat. Dotyczy to zarówno samochodów osobowych, jak i specjalistycznych, nad wyglądem których pracuje m.in. rodzeństwo Kasia i Wojtek Sokołowscy z gliwickiego biura projektowego SOKKA. Nasi rozmówcy opowiedzieli nam o tym, jak wygląda proces projektowania pojazdu.

 

Strefa: Zaprojektowaliście m.in. koncepcję wozu wsparcia bezpośredniego dla gliwickiego OBRUM, wóz strażacki dla firmy Gimaex i ratraki dla firmy Prinoth. Dla przyjemności projektujecie prototypowe pojazdy sportowe, w tym motor, który zdobył uznanie m.in. specjalistów z grupy BMW…

Kasia Sokołowska: Motor był projektem rozpoczętym dla zabawy, we współpracy z Alainem Wicki naszym szwajcarskim przyjacielem, który jest Mistrzem Świata w bobslejach. Jest on wielkim pasjonatem motorów.

Wojtek Sokołowski: Sam pomysł chodził nam po głowie od 2010 roku, ale w rzeczywistości dopiero rok później zaczęliśmy rozmawiać o tym, żeby wspólnie stworzyć nowy model, dla którego inspiracją byłyby dawne wyścigi motocyklowe. Chcieliśmy dokonać reinterpretacji starego ducha wyścigów i wnieść go w nowoczesność. Zaczęliśmy od koncepcji, rysunku. Alain pokazał go organizatorom Concorso d’Eleganza Villa d’Este, motoryzacyjnego wydarzenia, które odbywa się nad jeziorem Como we Włoszech. Byli to przedstawiciele grupy BMW. Zafascynowani naszą koncepcją, zaproponowali, aby prototyp tego motoru został pokazany na wystawie. Mieliśmy zaledwie dwa miesiące, żeby przygotować projekt…

K.S.: Trzeba jednak podkreślić, że był to projekt jednorazowy, nie wejdzie do produkcji seryjnej, choć z pewnością powstanie kilka kolekcjonerskich egzemplarzy. Najczęściej zajmujemy się projektowaniem pojazdów specjalistycznych, nietypowych. Między innymi zaprojektowaliśmy pojazd PL-01 Concept dla OBRUM. Teraz firma ta dostała dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na kontynuację tego zadania. To jest jeden z nielicznych przykładów współpracy z firmą polską, głównie bowiem wykonujemy zlecenia firm europejskich.

Od czego zaczynacie? Jak wygląda proces projektowy?

K.S.: Firmy składają u nas zamówienie, najczęściej przychodząc z konkretnym problemem. Chcą zrobić nowy pojazd, jego wnętrze lub element i zgodnie ze swoimi oczekiwaniami dają nam wytyczne. Nigdy nie jest tak, że projektant może całkowicie dać się porwać fantazji. Musimy się dostosować do tego, co już jest, albo co firma próbuje zrobić.

W.S.: W przypadku pojazdów specjalistycznych nad projektem pierwotnie pracuje grupa inżynierów. Sam efekt ich pracy, by zaistnieć na rynku, musi jednak dobrze wyglądać. Klienci coraz częściej zwracają bowiem uwagę na aspekt estetyczny. Zdarza się, że w czasie projektowania powstaje całkiem nowa koncepcja produktu. To są, mówiąc żartem, efekty uboczne pracy z projektantem.

Co najczęściej zawierają wytyczne?

K.S.: Zazwyczaj otrzymujemy specyfikację, a w niej kształt i wymiary oraz dane techniczne. Często mamy do dyspozycji również surowe modele 3D, istniejące fragmenty konstrukcji i elementy wyposażenia. Musimy uwzględnić gabaryty, funkcje pojazdu i specjalistyczny sprzęt, który jest w nich montowany. W przypadku PL-01 Concept były to np. aktywne systemy ochrony pojazdu. Oprócz zaprojektowania bryły trzeba w niej jeszcze uwzględnić kilkadziesiąt elementów i funkcji, i to wszystko musi ze sobą współpracować. W trakcie realizacji projektu współpracowaliśmy głównie z zespołem inżynierów, ale konsultacje obejmowały również wojskowych z oddziałów pancernych, którzy korzystać będą z tego pojazdu. Ci ostatni służyli nam radami praktycznymi, pomagali nam z punktu widzenia użytkownika.

Jak wygląda współpraca z inżynierami?

K.S.: W naszej pracy jesteśmy artystami, projektantami, osobami mającymi wizję tego, jak coś powinno wyglądać. Jednakże pracujemy na oprogramowaniu cadowskim, dostajemy dane w postaci modeli trójwymiarowych i obudowujemy te modele. Nie ma mowy, żeby to, co zaprojektujemy nie grało z ramą, czy poszczególnymi elementami, które muszą być zaprojektowane w pojeździe. Na bieżąco, w trakcie pracy, konsultujemy się z inwestorem. Wygląda to najczęściej tak, że wychodzimy z jakimś pomysłem, a inżynierowie go weryfikują, nasza praca polega na ciągłej współpracy prowadzącej do osiągnięcia zamierzonego celu. Często zdarza się, że sami podrzucamy pomysły inżynierom i wtedy to oni zmieniają elementy konstrukcji, bo okazuje się, że nasza propozycja jest dla końcowego efektu korzystniejsza.

Ile czasu trwa taki proces projektowy, powiedzmy… od momentu rozpoczęcia pracy w programie cadowskim do powstania prototypu?

K.S.: Czasem jest to kilka miesięcy, a czasem kilka lat. Projektowanie pojazdów trwa co najmniej rok, dwa lata.

W.S.: Ciężko przyśpieszyć ten proces, z reguły są to projekty międzynarodowe, w których kilka oddziałów, rozmieszczonych w odległych częściach globu, musi się ze sobą porozumieć, wnioski docierają do nas, a my jesteśmy katalizatorem ich pomysłów. Mając spore doświadczenie w różnych dziedzinach możemy wnieść do projektu ciekawe rozwiązania. To jest taka wartość dodana.

Czy trudno jest przeforsować waszą koncepcję wyglądu pojazdu? Kłócicie się o to z inżynierami?

K.S.: Inżynierowie często skupiają się na technicznych rozwiązaniach i nie zwracają uwagi na aspekt estetyczny. Zazwyczaj trzymają się utartych schematów i nie mają pewnej otwartości na nowe rozwiązania.

W.S.: Tak, jeśli nie ma bodźca zewnętrznego, inżynierowie podchodzą do swojej pracy w sposób szablonowy, robiąc jedynie to, czego się od nich wymaga. Zdarza się, że nowymi pomysłami budzimy w nich otwartą niechęć, nawet wrogość, do momentu, aż zaczną wprowadzać je w życie. Wtedy następuje przełom, rozpoczyna się efektywna praca zespołowa i wszyscy, mocno podekscytowani tym, co razem tworzymy, nie sypiamy po nocach.

Ile zatem mija czasu od chwili rozpoczęcia pracy nad projektem pojazdu, a chwilą, w której pojawi się on na naszych drogach?

W.S.: Na przykładzie naszego doświadczenia z pojazdami specjalistycznymi prace projektowe mogą trwać kilka nawet kilkanaście miesięcy, równolegle trwają prace nad budową prototypu. Zanim pojazd trafi na drogi mija minimum rok, a często jest to kilka lat.

K.S.: W przypadku samochodów osobowych, cały proces zaprojektowania i wdrożenia do produkcji nowego modelu trwa również kilka lat. Wcześniej prototypy samochodów, które mogą wejść do produkcji seryjnej, pokazywane są na targach motoryzacyjnych.

W.S.: To nie jest tak, że prototyp, który zobaczymy na targach, chwilę później pojawi się w masowej sprzedaży. Jego wyprodukowanie wymaga m.in. przystosowania linii produkcyjnej, wyszkolenia ludzi, wykonania wielu specjalistycznych badań i crash testów. Choć nowe samochody dostają nowoczesną linię, najczęściej bazują na podzespołach, w tym na silnikach, które są rozwijane od dekad. Całkiem nowe rozwiązania wprowadzane są bardzo rzadko, bo wymagają ogromnych nakładów inwestycyjnych. Nie ma rewolucji z modelu na model, jest co najwyżej ewolucja.

Jak to się zatem dzieje, że mimo tego, że projekt samochodu powstaje kilka lat wcześniej, niż jego sprzedaż, w biurach projektowych różnych producentów, na drogach pojawiają się samochody tak podobne do siebie?

K.S.: Projekt dostosowany jest do potrzeb masowej klienteli. Duże koncerny nie mogą sobie pozwolić na ryzyko wyprodukowania modelu, którego kształt będzie mocno odstawał od trendów. Muszą trafić w gusta przeciętnego konsumenta. Oczywiście, jest grupa odbiorców aut z segmentu luksusowych i bardzo luksusowych, którzy gustują w pojazdach egzotycznych, ale większość to zwykli ludzie, którzy kupują typowe auta. Producenci chcąc konkurować ze sobą, tak naprawdę podglądają się nawzajem, czego rezultatem jest to, że jeżdżące na drogach samochody są mixem podobnego stylu. Inną sprawą jest, że samochody są produkowane według pewnych standardów. Każdy segment ma określone gabaryty.

 W.S.: Na targach koncerny samochodowe przyciągają uwagę swoimi pojazdami koncepcyjnymi, które są wynikiem burzy mózgów projektantów. W niektórych można dostrzec inspirujące, nowe rozwiązania stylistyczne i technologiczne, które kreują trendy na następne lata. Producenci aut ścigają się na światowym rynku o klienta. Żeby przetrwać muszą przykuć uwagę, wzbudzić emocje i pożądanie oraz być szybsi od konkurencji. Sposobów jest wiele, a bardzo dobrym jest odświeżenie wyglądu swojej floty, poprzez tzw. face lifting, czyli delikatne zmiany w obecnym modelu lub budując napięcie i aurę tajemniczości przed wprowadzeniem oczekiwanego następcy. Ten wyścig z klientem jest bardzo dynamiczny. Najczęściej zmiany w autach dotyczą stylistyki nadwozia, co jest stosunkowo szybkim zabiegiem.

Zastanawiam się, w jakim kierunku w przyszłości pójdą projektanci samochodów. Śledzicie trendy, więc…

W.S.: My nie śledzimy trendów, my je tworzymy. Projektant musi obrać swój kierunek i zgodnie z nim podążać. Z reguły nasze wizje wybiegają znacznie poza uznane standardy.

K.S.: Obserwujemy jednak kierunki, w których zmierzają inżynierowie i naukowcy. Z pewnością jednym z trendów jest tu wprowadzanie samochodów z napędem wykorzystującym energię odnawialną, w tym pojazdów elektrycznych. Ten segment wypełnia się jednak bardzo wolno – dużą barierę dla konsumentów stanowi cena, która kształtuje się na poziomie ok. 60 tys. euro za auto, a także brak infrastruktury zapewniającej stały dostęp do miejsc umożliwiających naładowanie baterii. Może się też zdarzyć, że powstaną nowe środki transportu. Coraz więcej dużych miast wprowadza ograniczenia ruchu w centrach. Prawdopodobne więc, że przesiądziemy się do środków komunikacji publicznej, lub na zdecydowanie mniejsze pojazdy. W rzeczywistości jednak kształt przyszłego rynku motoryzacyjnego w dużej mierze zależy również od polityki światowej i działań lobbystów.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Wywiad ukazał się drukiem w Magazynie Strefa
Tagi:     ,

Pokrewne artykuły

Kontakt

Pisz do nas na: ul. Andersena 46/5, 44-100 Gliwice

Biuro: ul. Łużycka 24a

tel. 512 282 750

redakcja@slaskietrendy.pl