Śląskie Trendy

To jest straaasznie udany spektakl (recenzja)

Niewymuszone, entuzjastyczne brawa towarzyszyły drugiej z premier „Rodziny Addamsów”, przygotowanej przez Gliwicki Teatr Muzyczny. I był to aplauz całkowicie zasłużony.

W popkulturze komiks wyrobił sobie szczególną pozycję. Na adaptację rysunkowych opowieści porywają się najlepsi reżyserzy, choć – trzeba przyznać – wychodzi im to z różnym skutkiem. Wyzwaniem jest utrzymanie dynamiki akcji oddanej w komiksie, ale przede wszystkim – trudne jest sprostanie zadaniu przemienienia rysunkowego bohatera w sugestywną postać graną przez aktora.

Rodzina Addamsów miała szczęście od samego początku. Najpierw powołano ją do życia w serialu. W latach 90. ożywił ich film, w którym demoniczną parę stworzyli Anjelica Huston i Raúl Juliá, a rolę Wednesday brawurowo zagrała Christina Ricci. Niemal 20 lat później rodzina Addamsów ponownie pokazała swoje tragikomiczne oblicze w broadwayowskim musicalu i ta właśnie adaptacja stała się inspiracją dla świętującego właśnie tryumfy gliwickiego spektaklu.

Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do rzeczy.

Pierwszym z istotnych elementów, budujących nastrój gliwickiego spektaklu, jest scenografia. Wielkie brawa dla jej twórcy, Grzegorza Policińskiego. Zamek – siedziba rodu żywych, umarłych i niezdecydowanych członków rodu Addamsów jest iście demoniczna. Nie brakuje w niej nawet narzędzi tortur, tak uwielbianych przez młodszą latorośl, Pugsleya Addamsa. Wszystko utrzymane jest w konwencji znanej szerszej publiczności z pełnometrażowego filmu.

W swoją rolę znakomicie weszli również aktorzy. Zmysłowe małżeństwo Morticia (Katarzyna Hołub) i Gomez (Michał Musioł), zachowują się dokładnie tak, jak wymaga tego od nich charakterystyka odgrywanych postaci. Również ich dzieci, a szczególnie Wednesday, są bardzo wiarygodne. Na pierwszy plan wysuwa się jednak inna trójca: Wujek Fester (Krystian Krewniak) i Lurch (w tej roli genialny Kamil Zięba). Dużą sympatię wzbudziła również babcia – hipiska, którą zagrała Katarzyna Wysłucha.

Czymś, co jednak – moim zdaniem – zasługuje na szczególnie gromkie brawa, jest przekład Jacka Mikołajczyka. Nie ograniczył się on bowiem jedynie do dosłownego tłumaczenia dialogów. Spektakl pełen jest aluzyjnych mrugnięć do widza, który znakomicie bawi się odnajdując w treści współczesne, dobrze znane mu kwestie.

Na koniec ostatnie z braw – choć z pewnością należą się one wszystkim – za muzyczny profesjonalizm, w przygotowanie którego dużo pracy włożyła Dominika Płonka.

P.S.

Siedziałam na miejscu 13!!! Cóż, to dla mnie, osoby nieco przesądnej, dodatkowy smaczek dla tej historii…

Kontakt

Pisz do nas na: ul. Andersena 46/5, 44-100 Gliwice

Biuro: ul. Łużycka 24a

tel. 512 282 750

redakcja@slaskietrendy.pl