Śląskie Trendy

Popłynęły piękne dźwięki…

W wielkanocny poniedziałek Gliwicki Teatr Muzyczny zaprosił na spotkanie z muzyczną rodziną von Trapp, z bohaterami musicalu ,,Dźwięki muzyki”. Była to ostatnia przed jesienią odsłona najnowszej produkcji GTM. Na kolejną warto poczekać. Miałam duże oczekiwania wobec gliwickiej adaptacji tego przeboju i bardzo się cieszę, że się nie zawiodłam.

„Dźwięki muzyki” w wykonaniu zespołu Gliwickiego Teatru Muzycznego chwytają za serce doskonale zinterpretowanymi piosenkami, żywiołowością najmłodszych aktorów i kreacją głównej bohaterki, Marii. Burza oklasków, zasłużona i będąca potwierdzeniem i moich odczuć, dostała się również Jadwiga Postrożna, która wspaniale wyśpiewała postać Matki Przełożonej.

„Dźwięki muzyki” to historia austriackiej rodziny von Trappów w przeddzień anschlussu. Nie bez powodu tło spektaklu, który jest piękną, ale jednak tylko opowieścią o miłości, porównywane jest do obecnej sytuacji Ukrainy. Prace nad jego realizacją rozpoczęły się jednak na długo przed wydarzeniami na Majdanie czy Krymie, sama nie stawiając zarzutów, stanę zatem w obronie twórców, którzy nie pogłębili tego wątku o przekaz współczesny. Zresztą, nie o tym, jak sądzę, miał być ten spektakl.

Dla mnie to wspaniały teatr familijny. Na jego pierwszy plan wysuwa się siedmioro dzieci von Trappa. Główna bohaterka musiała zrobić im miejsce, bo dziecięca naturalność i wdzięk w oczywisty sposób trafiają w nasze gusta. Ale i Ewa Łobaczewska grająca Marię dosięgnęła gwiazdy cudownej Julie Andrews, znanej z filmowej wersji tej historii. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o kapitanie von Trapp i baronowej. Tym odtwórcom (w tym wypadku to szczególnie dobre słowo) nieco brakuje do Christophera Plummera i Eleanor Parker.

Doskonałą robotę wykonał natomiast Andrzej Ozga, który przetłumaczył teksty piosenek. Nie ukrywam, że z dużą ciekawością czekałam m.in. na polską wersję „Sixteen Going on Seventeen”, ale „Wkrótce trzaśnie mi siedemnaście” rozbroiło mnie, nienachalnie nawiązując do młodzieżowego slangu i przybliżając parę Liesl i Rolfa współczesnym nastolatkom.

I w końcu słowa uznania dla reżyserki, Marii Sartovej i Yvesa Colleta, autora minimalistycznej scenografii. Dzięki niemu tyrolskie Alpy górowały nad aktorami, nie przytłaczając jednak spektaklu swoją potęgą.

Adriana Urgacz-Kuźniak

 

Pokrewne artykuły

Kontakt

Pisz do nas na: ul. Andersena 46/5, 44-100 Gliwice

Biuro: ul. Łużycka 24a

tel. 512 282 750

redakcja@slaskietrendy.pl