Śląskie Trendy

Jestem zwolennikiem ładnego śpiewania

Z Jackiem Wójcickim, który gliwickim słuchaczom przypomniał się m.in. podczas Parkowego Lata w 2013 roku, rozmawiamy o nowym krążku, inspiracjach i kondycji polskiego kabaretu.

Jacek Wójcicki od lat zajmuje na polskim rynku muzycznym pozycję wyjątkową. Obdarzony talentem aktorskim i głosem o charakterystycznej tenorowej barwie, porusza się z łatwością po wielu gatunkach i stylach muzycznych. W lutym ukaże się pierwsza od kilkunastu lat płyta krakowskiego artysty zatytułowana „Zaklinam czas”, z całkowicie premierowym materiałem. Piosenki, które się na niej pojawią, skomponowane zostały specjalnie dla Wójcickiego przez najlepszych polskich kompozytorów. Przyświecał im cel stworzenia całkiem nowego repertuaru przy zachowaniu charakterystycznego stylu lubianego i cenionego artysty.

Pamięta Pan jakiego wykonawcę słuchał Pan w swoje 18 urodziny?

ABBĘ. Jestem tego pewien, ponieważ byłem bez pamięci zakochany w tym zespole. Pamiętam również pewnego Sylwestra, podczas którego cały czas puszczałem Super Trouper. Do znudzenia. Koledzy znienawidzili mnie za to (śmiech).

To pytanie zadałam Panu nie bez powodu. Mnie też „znienawidzili” na mojej osiemnastce, bo ja im zaserwowałam Jacka Wójcickiego. Jednak nie tego, którego słyszmy zazwyczaj, zabawnego i „lekkiego”, ale Jacka Wójcickiego zaangażowanego, drażniącego nerwy i sumienia w „Ostatnim dzwonku”. Przyzna Pan, że dziwny repertuar wybrałam…

Nie, dlaczego. To były piękne, martyrologiczne utwory, poezja śpiewana. Asnyk, Preisner, Marta Łazarkiewicz… Bardzo przejmujący i historyczny materiał, wpisujący się w lata stanu wojennego. Czule wspominam chwile, kiedy kręciliśmy ten film i nagrywaliśmy piosenki, które powstały w Piwnicy pod Baranami.

Wspomniał Pan o ABBIE. W jednym z wywiadów pada sugestia, że piosenki tego zespołu były inspiracją dla materiału, który pojawi się na nowej płycie „Zaklinam czas”, już 14 lutego. W Walentynki?

Data w sposób oczywisty kojarzy się z Walentynkami, choć nie z tej okazji płyta zostanie wydana. Prawdą jest jednak, że pojawią się na niej również piosenki o miłości. Miłość jest w tekstach, w bardzo ładnych wierszach Michała Zabłockiego. Dla mnie to ważna płyta z innego powodu. Znajduje się a niej 11 premierowych piosenek, różnych gatunkowo i brzmieniowo. Czy są inspirowane ABBĄ? Myślę, że to za duże słowo. Z pewnością są jakimś małym powrotem w lata mojej młodości i zespołów, które wtedy królowały. Być może w jednym z utworów dosłuchać się będzie można harmonii właściwej dla tego zespołu, ale to wszystko. Z drugiej strony myślę, że muzyka ABBY inspiruje mnie na co dzień, bo jest piękna. To taki Bach popu, klasyka. Cieszę się z tej płyty, bo przygotowałem na nią inny materiał niż ten, do którego wszystkich przyzwyczaiłem. Moim słuchaczom kojarzę się z bel canto, operetką, piosenkami retro, przedwojennymi… Tym razem pokusiłem się o własny repertuar. Będą to jednak piosenki jak zawsze, ładnie zaśpiewane. Podkreślam to, bo jestem zwolennikiem śpiewania bez wydziwiania.

Na scenie będą im jednak towarzyszyć elementy gry aktorskiej?

W niektórych utworach – tak. W większości starałem się jednak ograniczyć to i być bardziej powściągliwym. Czas na szukanie nowych ścieżek…

…będzie poważniej?

Nie, w tym zawodzie nie może być całkiem poważnie. Zamierzam nadal być dowcipny i radosny, ale nie śmieszny.

Pana poczucie humoru zawsze przywołuje skojarzenia z występami w Kabarecie Olgi Lipińskiej i w krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Jak Pan ocenia dzisiejszą scenę kabaretową?

Dzisiaj nie ma kabaretu. To, co zwane jest tym mianem, to zlepek skeczy i głupawych piosenek, często na żenującym poziomie. Oczywiście – ten poziom humoru ma swoich odbiorców, ba, mnie samego śmieszą niektóre gagi i niektórzy utalentowani komicy. Dziś jednak nie tworzy się kabaretów z  charakterem, z własnym sznytem, z własnym emploi. Wykonawcy nie budują marki. Martwi mnie to, bo ja uczyłem się na przykładach Zielonego Balonika, Piwnicy pod Baranami, kabaretów Starsi Panowie, Dudek czy Pod Egidą. Te kabarety nie trwały wiecznie, ale tworzyły swoją legendę. A jaka jest legenda dzisiejszego kabaretu? Dziś są gwiazdy ­– komety, które zapalają się na chwilę, by szybko zarobić, zapełniając widownią stadion w jeden weekend. To jest trochę takie odmóżdżanie narodu.

Winny jest popyt czy podaż?

Mamy takich odbiorców, na jakich sobie zasłużymy. Nie musimy przecież występować dla wszystkich. Dawniej się równało w górę, dziś równa się w dół. Niemal w każdej dziedzinie życia tracimy poziom. A ci, którzy coś potrafią, uciekają w świat…

Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak

 

 

 

 

Pokrewne artykuły

Kontakt

Pisz do nas na: ul. Andersena 46/5, 44-100 Gliwice

Biuro: ul. Łużycka 24a

tel. 512 282 750

redakcja@slaskietrendy.pl