Śląskie Trendy

Dzieci ofiary i sprawcy

Majowy weekend: 15-letni zabrzanin włamał się do jednego z przedszkoli, trzech innych jego kolegów namówiło 18-letnią koleżankę do zakupu alkoholu. Kilka miesięcy temu 13(!) i 17-latka z Gliwic złapano na włamaniu do samochodu. Statystyki policyjne nazbyt często donoszą o podobnych przypadkach. O dzieciach ofiarach i o dzieciach przestępcach rozmawiamy ze znaną z programu TVN sędzią Anną Marią Wesołowską, która w kwietniu gościła w Gliwicach.
 Alina Kuźniak: Transformacja przyniosła ze sobą zachłyśnięcie się wolnością. Zmieniło się zatem również podejście do wychowania dzieci. Młodzi rodzice lat 90 i przełomu wieków nie byli chyba do końca przygotowani na wprowadzenie dzieci w środowisko społeczeństwa konsumpcyjnego. Czy można założyć, że to leży u źródła współczesnych zagrożeń, jakie czyhają na młodych ludzi? I jakie są właściwie te dzisiejsze zagrożenia, a jakie były one 20 lat temu?

Anna Maria Wesołowska:Kiedy zaczynałam swoją pracę, a było to 30 lat temu, tak naprawdę nie zauważaliśmy zagrożeń. Młodzi ludzie bardzo rzadko trafiali na salę rozpraw w charakterze oskarżonych. Była, oczywiście, przemoc w rodzinie, była przemoc wobec dzieci, ale wtedy tego również nie zauważaliśmy, bo dziecko przez całe wieki było traktowane jako własność rodziców. Nie wkraczaliśmy w te rodziny, nie interweniowaliśmy. Nawet jeśli sprawa dotyczyła przemocy w rodzinie, to ofiarą była matka. Często sędzia nie miał nawet informacji na temat tego, czy dzieci są w rodzinie czy nie.

Jakieś 15 lat temu małoletni zaczęli trafiać na sale rozpraw jako osoby oskarżone. Sprawy dotyczyły coraz częściej bardzo brutalnych przestępstw. U ich źródła leżał wówczas najczęściej alkohol, później pojawiły się narkotyki. Na początku było tak, że 9 na 10 przestępstw dokonywanych przez młodych ludzi było popełnianych pod wpływem alkoholu. Teraz to się zmieniło. 5 na 10 popełnianych jest pod wpływem alkoholu, pozostałe 5 pod wpływem narkotyków.

Dzieci są jednak znacznie częściej ofiarami niż sprawcami. Zagrożenia, jakie na nie czyhają, podzielić możemy na dwie grupy. Do pierwszej z nich – grupy zagrożeń wewnętrznych – zaliczyć należy przede wszystkim przemoc rówieśniczą, cyberprzemoc, zbyt wczesne rozpoczynanie życia seksualnego, prowadzące niejednokrotnie do prostytucji dziecięcej, której uczestniczki nazywane są potocznie galeriankami. Grupę zagrożeń zewnętrznych stanowią w głównej mierze pedofilia, grooming oraz prostytucja (w tych przypadkach, gdy usługi seksualne świadczone są przez dzieci, a korzyści czerpią przede wszystkim dorośli). Ponadto coraz poważniejszym problemem staje się wykorzystywanie dzieci w konfliktach rozwodowych,  oraz zjawisko tak zwanego eurosieroctwa i wynikający z niego brak należytej opieki nad dziećmi.

AK: Dzieci z jakich środowisk najczęściej trafiają na sale sądowe?

AMW: Kiedyś rzeczywiście było takie przekonanie, że problemy dotyczyły głównie dzieci z rodzin patologicznych. Obecnie nie ma reguły. Dzieci trafiające na salę rozpraw w charakterze oskarżonych to zarówno dzieci z tzw. dobrych rodzin, jak i dzieci z tych rodzin, które nazywaliśmy patologicznymi. Uważam, że teraz tak naprawdę każdej rodzinie potrzebna by była pomoc psychologa, wtedy może wyszlibyśmy na prostą. Jeżeli rodzina jest biedna, w rodzinie jest alkohol, to oczywiście dzieciom dzieje się źle, one często popełniają jakieś drobne przestępstwa, takie jak kradzieże czy włamania. Zdarza się jednak, że dzieci pochodzące z tych tzw. dobrych rodzin, dobrzy uczniowie, popełniają znacznie bardziej brutalne przestępstwa, np. zabójstwa czy gwałty. Dochodzi do nich pod wpływem narkotyków, po które z kolei sięgają dlatego, że czują się samotne, niechciane. Czują się skrzywdzone, bo nie mają zabezpieczenia emocjonalnego. Rodzice mają dużo pieniędzy, willę z basenem, dobry samochód, ale nie mają czasu na to, by dać tym dzieciom coś więcej, niż dobra materialne. Dzieci przestają wierzyć w to, że są kochane. Od pierwszego dnia mojej pracy w sądzie, nie mam wątpliwości, że coś, o czym dzieci marzą najbardziej, to jest pełna rodzina.

AK: W tym kontekście właśnie dość często media podnoszą problem tzw. eurosierot. Jakie jest Pani zdanie na temat sytuacji dzieci, których rodzice pracują zagranicą?

AMW:To jest ogromny problem. Kiedyś mieliśmy dwie podstawowe formy krzywdzenia dzieci: emocjonalne i fizyczne. Nadal te formy krzywdzenia istnieją. Mamy 40 tysięcy rocznie dzieci skrzywdzonych fizycznie, nie mamy natomiast wykazu, ile dzieci krzywdzonych jest przestępstwem przemocy psychicznej.

Są też nowe formy krzywdzenia dziecka – eurosieroctwo i wykorzystywanie dzieci w konfliktach okołorozwodowych.

Mamy 70 tysięcy rozwodów rocznie. To jest kilkadziesiąt tysięcy dzieci krzywdzonych tego rodzaju przestępstwem. W ciągu jednego tygodnia miałam kiedyś trzy sprawy, w których dzieciaki zaczęły popełniać przestępstwa tylko po to, żeby trafić do aresztu i żeby zwrócić uwagę rodziców.

Z kolei eurosieroctwo to krzywdzenie dzieci poprzez odebranie im tego, co im się należy – rodziny. Takie dzieci, osamotnione, bez opieki, najczęściej opuszczają się w nauce i szukają wzorców w przypadkowych środowiskach.

AK: Jest też szkoła, która powinna wychowywać, nauczycielom brakuje jednak chyba umiejętności i sposobności na budowanie autorytetu?

AMW: Obserwując od kilku lat nasilenie przestępczości wśród młodzieży, zastanawiając się, w każdym przypadku, nad przyczyną, która doprowadziła młodego człowieka na ławę oskarżonych, nie mam wątpliwości, że tylko zdecydowane działania na terenie szkoły mogą zapobiec tej sytuacji. Szkoła musi uzyskać odpowiedni status społeczny i ekonomiczny, odzyskać autorytet wśród uczniów i rodziców. Rola nauczyciela jest ogromna. Wielu nieszczęściom, konfliktom z prawem można by było zapobiec gdyby proces wychowawczy przebiegał prawidłowo. To czego nie zapewniają rodzice szkoła winna uzupełniać, nauczyć młodego człowieka szacunku, empatii, tolerancji, umiejętności współżycia z innymi, czyli po prostu przestrzegania ogólnie akceptowanych norm. Wiąże się to ściśle z zagadnieniem edukacji prawnej. Statystyki jednoznacznie wskazują, że szkoły są miejscem wzrastającej przestępczości i konfliktów z prawem. Często dzieci są ofiarami agresji i przemocy ze strony dorosłych. Zaskakują i niepokoją jednak sytuacje, w których dzieci stają się sprawcami brutalnych ataków wobec rówieśników i dorosłych. Czujemy się wówczas bezradni i nie zawsze reagujemy prawidłowo. Nie jest to tylko nasz polski problem. We Francji toczy się dyskusja o granicach swobody i granicach bezkarności młodzieży i wychowawców. Spowodowało ją wydarzenie w jednej ze szkół. Podczas lekcji jedenastolatek zwrócił się do nauczyciela „ty dupku”. Nauczyciel nie wytrzymał i uderzył ucznia w twarz. Uczeń nie poniósł żadnej odpowiedzialności, nauczyciel natomiast trafił do aresztu. Pocieszające jest jednak to, że w jego obronie stanęło 15 tysięcy rodziców. Nawet jeżeli nie pochwalamy czynu nauczyciela to zaczynamy rozumieć, że bezstresowym wychowaniem wyrządzamy krzywdę własnym dzieciom.

AK: Zastanawiam się również nad tym, na ile skutkiem a na ile przyczyną jest zauważalne rozluźnienie pewnych norm społecznych, w tym tych panujących w rodzinie.  Kiedyś mówiło się „pani matko”, potem „mamo”, a teraz często na „ty”. Dziecko nie czuje oporów przed artykułowaniem sprzeciwu wobec oczekiwań bądź zakazów rodziców. Przyznam, że ja wobec mojego ojca nie mogłabym się nigdy w ten sposób odezwać.

AMW: To jest bardzo skomplikowany problem. Należę do tego pokolenia, w którym mawiało się „co wolno wojewodzie, to nie tobie…”. Ale w ten sposób też nie można. Dziecko dzisiaj wie, że jest pełnoprawnym obywatelem. Już Korczak mówił: nie ma dzieci, są ludzie. Dziecko ma takie samo prawo, jak dorosły, do wypowiedzenia swojego zdania. To bardzo dobrze. Tylko brakuje dialogu, dzięki któremu doszlibyśmy do porozumienia. Nie potrafimy z dziećmi rozmawiać. My do nich mówimy. Komunikujemy, czego chcemy od dzieci, co im wolno, a co nie. Nikt nas nie nauczył sztuki dialogu. Kiedyś nie było tak wielkiej potrzeby rozmawiać z nastawieniem na wychowanie, bo tę funkcję pełniło codzienne życie. W domach, w których nie było Internetu i telewizora, wychowywały codzienne obowiązki, uczyliśmy się funkcjonowania w życiu na co dzień. Teraz tego wszystkiego nie ma – domowych obiadów, rozmów przy kolacji. Gdzie te dzieci mają się nauczyć pewnych zasad?

AU: Ta świadomość własnych praw może być jednak dla dzieci pewnym zagrożeniem – żyją one bowiem bardzo często w poczuciu bezkarności. Dla zilustrowania przytoczę zdarzenie stąd, z Gliwic – zaledwie 12-letni chłopak rzucał kamieniami w zaparkowane przy ulicy samochody. Zrugany przez jednego z właścicieli, z beztroskim uśmiechem zapytał: “a co mi zrobisz? Jestem nieletni”. Wiadomo było, że rodzice chłopaka, smakosze taniego wina, nie zapłacą za szkody, jakich dokonał ich syn.

AMW: To dziecko pochodziło z rodziny, w której nie miało opieki emocjonalnej. 2% dzieci rodzi się z mikrouszkodzeniami, które uzasadniają późniejsze problemy wychowawcze, ale aż 50% stwarza te problemy. Te dzieci same z siebie nie stają się złe – przecież to my je wychowujemy. Jeśli nie przekażemy im pewnych wartości i zasad we wczesnym dzieciństwie, już w wieku siedmiu lat będą sprawiać kłopoty.

Bardzo często winę ponosi zresztą całe, otaczające dziecko środowisko dorosłych. Nie reagujemy widząc pijanych rodziców i płaczące dziecko. To my, dorośli zawiniliśmy, że ten 12-latek stwarza takie poważne problemy.

 AK: Często biją one jednak w nasze dzieci. Jak chronić dziecko przed przemocą ze strony rówieśników?

AMW: Rozmową. To jest jeden z problemów, które teraz z młodzieżą omawiam. Dzieci już od 6 roku życia skarżą się, że dla nich największym problemem jest przemoc rówieśnicza, zarówno fizyczna jak i psychiczna. Oni tego tak nie nazywają, ale opowiadają o kolegach, którzy robią im zdjęcia telefonem komórkowym, wysyłają wulgarne sms-y. Ostatnio miałam okazję odczytać treść jednego z nich i sama poczułam się zawstydzona. Kiedy dzieci mówią o tym rodzicom, słyszą „to nie baw się z nim”, a przecież to jest ich środowisko klasowe, więc z kim mają się bawić? Nie rozwiązujemy problemów naszych dzieci, tylko je bagatelizujemy. Dzieci żyją zatem ze swoimi problemami same. Jak raz nie otrzymają pomocy, za drugim razem nie przyjdą. Rośnie w nich poczucie krzywdy, tego, że tak naprawdę nie mają na kogo liczyć. Same w pewnym momencie zaczynają krzywdzić. Skoro nikt ich nie słucha, zaczynają brać sprawy w swoje ręce. Stąd bardzo często pojawia się zmowa milczenia. Dzieci milczą, bo zauważyły, że nie potrafimy reagować.

Nasze wyobrażenie o rzeczywistości, w jakiej żyją obecnie dzieci, też nie jest doskonałe. Niewiele wiemy na temat tego, jakie mają pomysły, żeby się nawzajem krzywdzić na temat cyberprzemocy, czy wczesnej inicjacji seksualnej. 50% dzieci rozpoczyna życie seksualne poniżej 18 roku życia, z tego 19% chłopców i 14% dziewczynek – poniżej 15 roku życia. Tymczasem większość matek, z którymi rozmawiałam jest przekonana, że jeżeli córka nie skończyła 18 lat, to jest dziewicą. Takie jest nasze wyobrażenie o wielu zjawiskach, które dotykają dzieci. Najlepszym sposobem, żeby tego typu zdarzeniom zapobiec, jest rozmowa z dziećmi, uczenie ich empatii, a nawet przypominanie o obowiązujących przepisach prawa, np. dotyczących stalkingu – kto nęka inną osobę i wzbudza w niej poczucie zagrożenia jest przestępcą i grozi mu kara 3 lat pozbawienia wolności. Jeśli mają lat 17, mogą iść do więzienia, jeśli skończyły 13 lat, mogą iść do poprawczaka, jeśli są jeszcze młodsi – będą za nich odpowiadać rodzice.

 AK: No właśnie. Czy, Pani zdaniem, resocjalizacja w zakładzie poprawczym przynosi oczekiwany skutek? Czy dzieci te często trafiają ponownie na salę rozpraw?

AMW: Wracają, bo my, dorośli, mimo iż staramy się zrobić dla nich coś dobrego w zakładach poprawczych, po ich wyjściu nie dajemy im żadnego wsparcia. Nie dajemy im pracy, wracają do środowiska, które ma ich za bohaterów, w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Smutne jest to, że ta świadomość, że coś zaniedbaliśmy i czegoś nie zrobiliśmy często przychodzi za późno, wówczas gdy dziecko zrobiło coś złego, nieodwracalnego. W 2007 roku w Wielkiej Brytanii z rąk młodocianych sprawców zginęło 68 młodych ludzi. Czy można było temu zapobiec? Czy potrafimy z dnia na dzień zneutralizować zaniedbania wychowawcze, wpływ mediów – zawłaszcza gier komputerowych, nudę i brak wzorców? Raczej nie, ale niezbędne są działania prowadzące do naprawienia tej sytuacji. Kilka lat temu zwracałam uwagę Ministerstwa Edukacji na konieczność edukacji prawnej młodzieży. Wówczas tego rodzaju działalność profilaktyczna nie mieściła się w programie. Szkoda. Na efekty braku kompleksowych działań nie czekaliśmy długo.

Tylko w ubiegłym roku 52 tyś. Dzieci w wieku od 13 do 17 lat popełniło 122 tyś. Czynów karalnych. Te zatrważające dane jednoznacznie pokazują, że edukacja prawna w szkołach powinna jest niezbędna.

Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak

 

Tagi:    

Pokrewne artykuły

Kontakt

Pisz do nas na: ul. Andersena 46/5, 44-100 Gliwice

Biuro: ul. Łużycka 24a

tel. 512 282 750

redakcja@slaskietrendy.pl